o tego należy doliczyć osoby współpracujące, pośredników finansowych, kancelarie prawne, agencje marketingowe oraz pracowników IT. Branża finansowa rozwija się, co naturalnie implikuje, że rośnie zapotrzebowanie na pracowników. Obserwowany od 2015 roku systematyczny spadek bezrobocia sprawia, że rośnie deficyt specjalistów.

Pisząc o zatrudnieniu w branży finansowej należy zwrócić uwagę na rewolucję technologiczną, która ma olbrzymie przełożenie nie tylko na model biznesowy, ale także strukturę zatrudnienia. Warto również pamiętać o tym, że sektor finansowy nie ogranicza się tylko do banków. Branża finansowa to także sektor ubezpieczeniowy, FinTech, coraz częściej także sektor IT, itp.

Analizując zatrudnienie w branży finansowej bazując tylko na liczbie etatów w sektorze bankowym można wysnuć nieprawidłowy wniosek, iż wraz z digitalizacją bankowości, spada zapotrzebowanie na pracowników. Zmienia się struktura zatrudnienia – potrzeba mniej pracowników do obsługi kasowej i administracyjnej, wzrasta jednak zapotrzebowanie na etaty w back office. Im bardziej specjalistyczne stanowisko, tym większy jest na nie deficyt.

Wraz z rozwojem technologii internetowych powstało wiele nowych, niezwykle potrzebnych zawodów – od specjalistów w dziedzinie social media po analityków danych, programistów oraz specjalistów ds. bezpieczeństwa informacji. Przybywa obowiązków regulacyjno-prawnych a to implikuje wzrost zapotrzebowania na prawników, ekonomistów i księgowych.

Każdego dnia w największych serwisach z ofertami pracy widnieje ok. 2 tys. ogłoszeń od firm działających na rynku finansowym. Na początku 2017 roku szacowano, że deficyt pracowników sektora IT sięga 50 tys. etatów. Z tego prawdopodobnie połowa dotyczy potencjalnych etatów, które pośrednio lub bezpośrednio tworzone są przez branżę finansową.

Obecnie w Polsce odnotowujemy najniższą stopę bezrobocia w historii. Z danych GUS wynika, że w maju wynosiła ona 7,4 proc. Eurostat, który posługuje się inną metodą, szacuje stopę bezrobocia w Polsce na ok. 5 proc. Oznacza to, że liczba osób aktywnie poszukujących pracy wynosi mniej niż 700 tys. na 1,2 mln zarejestrowanych bezrobotnych. W wielu największych miastach Polski tj. w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie i Gdańsku odsetek bezrobotnych spadł poniżej 4 proc.

Wewnątrzsektorowy drenaż jest coraz bardziej odczuwalny. Część podmiotów z branży finansowej to podmioty nadzorowane przez instytucje publiczne. Oznacza to, że do wykonywania niektórych usług należy posiadać określoną liczbę wykwalifikowanych pracowników z odpowiednimi uprawnieniami. W pewnych sytuacjach ich brak oznacza nie tylko blokowanie możliwości dalszego rozwoju, ale także tworzy poważne ryzyka dla prowadzenia dalszej działalności w ogóle.

Deficyt pracowników to spore wyzwanie organizacyjne. Przedsiębiorstwa z branży finansowej świadomie i poprawnie szacujące ryzyka wdrażają odpowiednie strategie rekrutacyjne i szkoleniowe. Do tego dochodzi prewencja i obserwacja rynku np. pod kątem pojawienia się nowych podmiotów, które mogłyby „podebrać pracowników”. W większości przypadków sprowadza się to do podwyżek wynagrodzeń i wprowadzania nowych benefitów dla pracowników. To naturalnie oznacza wzrost kosztów przedsiębiorstw. Niektóre już testują rozwiązania oparte o AI (np. w call center), ale to wcale nie oznacza, że ludzie przestaną być potrzebnie. Tego pracownicy nie muszą się jeszcze długo obawiać.