Co bardziej decyduje o sukcesie: talent czy ciężka praca?

Małgorzata Domagalik przeprowadziła fascynujący wywiad-rzekę z wybitnym polskim piłkarzem, Kubą Błaszczykowskim. Spytała go, w jakim procencie jego sukcesy są pochodną talentu, a w jakim - ciężkiej pracy. Odpowiedź? 100 proc. to talent, a ciężka praca... to kolejne 100 proc. Razem 200 proc. Nie wystarczy być leniwym geniuszem lub ciężko harującym przeciętniakiem. Trzeba ciężko pracować w obszarach, w których jest się mocnym.

W jaki sposób rozpoznać, w czym się jest dobrym?

Sytuacja powoli się poprawia, ale wciąż brakuje sensownego doradztwa dla osób wchodzących na rynek pracy. Moja ciocia jest lekarzem, więc idę na medycynę. Starszy kuzyn jest przedstawicielem handlowym i jeździ fajnym samochodem, więc i ja spróbuję. Jest w tym sporo przypadkowości, choć wbrew pozorom to nie jest takie złe.

Spontaniczne wybory są dobre?

Tak, bo pozwalają poznać i zrozumieć siebie lepiej, niż jakiekolwiek testy. Ja sam niemal ćwierć wieku temu zaczynałem karierę od odkorniczania strychów, po czym przez dwa lata rozdawałem próbki ryżu i batonów w supermarketach. Korniki niewiele mnie nauczyły, ale personel i klienci w supermarketach - owszem. Współcześnie podobną funkcję pełni praca np. w call centers. Godziny spędzone „na słuchawce” w dużej korporacji i codzienne dialogi z setką roszczeniowych klientów to bardzo dobry start, choć nikt o takiej robocie nie marzy. Taka praca daje też możliwość rozejrzenia się po dużej firmie, pogadania z pracownikami z innych działów i znalezienia odpowiedzi na pytanie: „Co mogłoby mnie kręcić”?

Gdy już to ustalimy, na ile powinniśmy trzymać się wytyczonej drogi, a na ile korzystać z okazji, które pojawiają się w życiu i iść w trochę innym kierunku niż zaplanowaliśmy wcześniej?

Planowanie ścieżek kariery brzmi pięknie na papierze, ale ja w to nie wierzę. Dużo ważniejsza jest otwartość na pojawiające się szanse. Ostatnio prowadziłem konferencję dla tzw. młodych talentów w dużej firmie ubezpieczeniowej. Gościem debaty był Kazimierz, jeden z kluczowych dyrektorów, który kilkanaście lat temu sam brał udział w takim programie. Jaka była rada od Kazimierza? Otwórz się i korzystaj z szans, które pojawiają się w organizacji! Kazik zaczynał od sprzedaży ubezpieczeń w regionie. Wkrótce awansował na szefa regionu. Później przeprowadził się do centrali. Następnie dołączył ochoczo do kilku projektów z różnych obszarów. Wreszcie powierzono mu zarządzanie procesem likwidacji szkód. Jego obecny zespół liczy niemal 1000 osób. Kazik przez 15 lat pracował w sprzedaży, teraz nie ma z nią nic wspólnego. Tego się nie dało zaplanować.

Czyli Pana zdaniem to podróż jest nagrodą, a nie realizacja celu?

Pięknie to Pani ujęła. W czymkolwiek uczestniczę, zadaję sobie pytanie: czym ma być dla mnie ten projekt za 5 lat? Co ma wnieść w moje życie? Jak mają mnie wspominać ludzie, z którymi teraz pracuję? To, co znienacka do mnie „przypływało”, przeważnie było bardzo wartościowe. Realizowałem setki projektów, współtworzyłem kilka firm. Jedyna inicjatywa, którą rozpisałem na cele i zaplanowałem metodycznie od A do Z, okazała się... porażką. Na szczęście, cytując Zorbę, była to piękna katastrofa i niesłychanie potrzebna. Gdybym mógł się cofnąć osiem lat wstecz i wdepnąć w tę kałużę jeszcze raz, na pewno bym to zrobił.

Kiedy odpuścić? Kiedy ewidentnie widać, że to nie ta droga?

Jak wszystko, jest to kwestia codziennych wyborów i alternatyw. Moja babcia i dziadek nigdy nie byli formalnym małżeństwem, a przez niemal sześćdziesiąt lat stanowili jedną z najszczęśliwszych par, jakie znałem. Dziadek mawiał, że on po prostu codziennie rano wstaje i wybiera życie z moją babcią. Tak samo codziennie trzeba iść do pracy z przekonaniem, że to najlepszy możliwy wybór. Gdy to przekonanie znika, należy coś zmienić. W przeciwnym razie zatrujemy życie sobie i naszym najbliższym.

Otwartość, mobilność, codzienne wybory, łączenie talentu i ciężkiej pracy. Coś jeszcze?

To, co robisz, rób najlepiej jak umiesz. I nigdy nie „strzelaj focha”. Bitwa o talent to w tej chwili bitwa o dojrzałych ludzi, bo takich najbardziej brakuje. A dojrzały człowiek nie jest rozkapryszonym, roszczeniowym dzieckiem, tylko odpowiedzialnym, zaangażowanym partnerem. Zdrowe organizacje wcześniej czy później takie osoby dostrzegają i dają im kolejne, wspaniałe szanse.