Mamy więc do czynienia z rynkiem, gdzie warunki dyktuje kandydat. Oczywiście tradycyjnie rozpieszczani są programiści Java, dla nich jest najwięcej ofert, jednak nawet Ci, którzy wybrali tak niszowe technologie jak Erlang mogą spać spokojnie.

Rekruterzy dostosowują coraz bardziej proces rekrutacji, tak aby była ona jak najbardziej przyjazna kandydatom. Już od dawna nie muszą oni pisać CV, a tym bardziej listów motywacyjnych. Wystarczy profil LinkedIn, ceniony jest profil na GitHub, gdzie można pochwalić się swoim kodem, i Stack OverFlow, gdzie można pochwalić się swoją wiedzą merytoryczną, znajomością angielskiego i umiejętnością tłumaczenia złożonych zagadnień prostym językiem.

Bo twarde umiejętności techniczne to za mało. W cenie    jest dobra znajomość angielskiego i umiejętności miękkie, niezbędne w pracy w interdyscyplinarnych teamach nad dużymi, międzynarodowymi projektami.

W Polsce szczególnie dwa rynki wydają się wchłaniać nieograniczoną liczbę specjalistów IT: Kraków i Wrocław. Oprócz wielu firm outsourcingowych i globalnych koncernów, które mają w tych miastach swoje centra usług wspólnych, lokują się tam centra R&D największych światowych firm IT jak Google, Opera, agencje interaktywne oraz – last but not least – całe mnóstwo start-upów na różnych stopniach rozwoju. Obrazu dopełniają fundusze venture capital wspierające młode przedsiębiorstwa IT chcące zaistnieć na rynkach globalnych. Media lubią używać sformułowania „polska Dolina Krzemowa” i nawet, jeśli to określenie mocno na wyrost, to powstały tam docenione na świecie Estimote czy Sher.ly. W Krakowie i Wrocławiu istnieją żywe, kreatywne społeczności geeków, którzy chętnie dzielą się swoją wiedzą, spotykają na wielu nieoficjalnych spotkaniach branżowych. Żeby poznać je lepiej, warto odwiedzać takie miejsca jak  www.omgkrk.com.

Duży popyt na specjalistów powoduje, że firmy konkurują o nich oferując – oczywiście poza rosnącymi stawkami  –  coraz to nowe benefity: specjalistyczne szkolenia zewnętrzne czy budżety na zakup wybranego sprzętu IT do pracy. Kuszą również perspektywą wyjazdów za granicę czy czasowej relokacji do oddziałów po drugiej stronie globu. Pracodawcy współzawodniczą również w kategorii „przyjazne biura”: kanon to wyraziste kolory, różnorodność miejsc do pracy i spotkań, tzw. fun roomy z konsolami, piłkarzykami, etc.

Czy to buduje lojalność pracowników? Z jednej strony pracownicy cenią te udogodnienia. Z drugiej – firmy kuszą programami, w których za polecenie pracownika oferowane są stawki sięgające kilku tysięcy zł, a w branży krążą legendy o całych zespołach przenoszących się z firmy do firmy w pogoni za tymi bonusami.

Pracodawcy coraz chętniej współpracują z uczelniami, budując swój ekspercki wizerunek wśród studentów w nadziei, że młodzi ludzie za kilka lat wybiorą właśnie ich. HR-owcy w poszukiwaniu talentów pojawiają się na wydziałach informatycznych w mniejszych ośrodkach. Ta tendencja również będzie się pogłębiać. Coraz częściej więc będziemy słyszeć o wydarzeniach typu speed recruiting czy BarCampach organizowanych w całej Polsce, a sponsorowanych przez firmy z Warszawy, Krakowa czy Wrocławia. Co bardziej odważni gracze będą przenosić swoje IT do mniejszych miast – wybranych tak, żeby zapewnić sobie stały dopływ specjalistów – absolwentów miejscowych uczelni. Coraz częściej pracodawcy decydują się na niestandardowe działania, wykorzystujące kody kulturowe zrozumiałe w świecie IT (nawiązania do świata science fiction) lub nietypowe miejsca promocji, np. Przystanek Woodstock.

Jednym słowem – wyścig zbrojeń trwa i nic nie wskazuje na to, by szybko miał się zakończyć…