Czy wystarcza nam czasu na życie osobiste, czy według Pana jesteśmy – jako społeczeństwo – przepracowani?

Mam wrażenie, że to nie brak czasu jest wyzwaniem, ale brak odwagi do tego, aby żyć w zgodzie z tym, co mówi nam nasze własne serce. Właśnie poczułem, jakby wywiad się skończył.

Kierując się sercem realizujemy to, co jest zgodne z nami samymi, przestajemy marnować czas na rzeczy, które nie są nasze. Cale życie goniłem kolejne cele na swojej drodze. Wiecznie miałem wrażenie, że czegoś mi brakuje. Osiągając jeden cel tworzyłem kolejny, ponieważ już po chwili, po osiągnieciu tego pierwszego, moje samopoczucie się zmieniało. Szczęście z osiągniecia celu pryskało i pojawiał się głód kolejnego. Nie wspominając o tym, ze najwięcej czasu – bo chyba ostatnie 39 lat mojego życia – marnowałem na zastanawianie się nad tym, co inni o mnie myślą, jak się czują, czego oczekują, co ja mogę zrobić, żeby oni stali się bardziej szczęśliwi.

To wszystko po to, żeby samemu osiągnąć szczęście? Tak mi się wydawało, że jak ludzie, którzy są dla mnie ważni, będą zadowoleni, będzie to dobrze o mnie świadczyło; wtedy będę szczęśliwy. 10 lat ciągłej pracy nad sobą, analizowania problemów, zastanawiania się na tym, co mogę zmienić w sobie doprowadziło mnie jednego dnia do czegoś, czego nie doświadczałem wcześniej.

Odkryłem, że w środku klatki piersiowej jest coś takiego, co od dawna się do mnie dobijało, od dawna mówiło mi, co mam robić, co wybierać, jakie decyzje podejmować. Ponieważ dostęp do własnych emocji, nie wspominając już o uczuciach, był u mnie marniutki, ignorowałem przez lata te sygnały.

Dużo łatwiej mi było podążać za tym, co myślałem, co wydawało mi się przewidywalne, co bylem w stanie kontrolować – tak mi się przynajmniej wydawało. Wybierałem te rzeczy, które myślałem, że będą dobre, że przyniosą określone efekty. Patrząc na ostatnie 9 lat od momentu, kiedy podjąłem decyzje o zakończeniu pracy dla dużej korporacji, moje życie uległo całkowitemu przewrotowi. Straciłem 4 mieszkania, cały majątek, nad którym pracowałem tak mocno, część rodziny, bliskich, znajomych, przyjaciół – wszystko dla czego/kogo żyłem. Dopiero w momencie, kiedy już nie miałem nic, pojawiło się to uczucie w sercu, które sprawiło, że zrozumiałem, że to nie w braku czasu jest problem, ale w tym, jak przeżywamy ten czas, który mamy. Wtedy też zrozumiałem, że może nie do końca straciłem wszystko i wszystkich, i że to, czego doświadczyłem, było iluzją.

Z perspektywy widzę, jak dużo czasu marnowałem na martwienie się, na wkurzania się, obwinianie innych, krytykowanie siebie i innych. Im więcej energii i czasu poświęcałem na obwinianie i krytykowanie, tym więcej sytuacji, które wymagały krytykowania i ludzi, którzy proszą się o obwinienie, pojawiało się w moim życiu. Poczułem dużo ulgi i radości, którą chciałbym, żeby każdy człowiek na świecie mógł poczuć.

A na rozwój osobisty, hobby, rozrywkę? Którą sferę swojego życia najczęściej poświęcamy dla pracy?

Szanuję to pytanie, bo ono przewrotnie pozwala zrozumieć przyczynę braku czasu. Zamiast pytać o to, z której sfery życia najczęściej rezygnujemy, powinniśmy sobie zadać inne pytanie: na czym nam zależy i dlaczego jest to dla nas ważne, a wtedy okaże się, że w pracy możemy realizować własną pasję, hobby, mieć fun oraz poczucie ogromnego rozwoju osobistego.

Cale życie złościłem się na szefów, którzy oczekiwali coraz więcej, ciągle byli niezadowoleni, nigdy nie potrafili powiedzieć „dziękuje”, gniewałem się myśląc o rodzinie, przyjaciołach, kolegach, w każdym momencie, jak nie było tak, jak ja chciałem, a tak naprawdę w głębi cały ten gniew czułem sam do siebie. Coś we mnie od dawna podpowiadało mi, że to nie moja droga. Lęk przed utratą znajomych, lęk przed samotnością, który mi dokuczał, sprawiał, że traciłem czas na to, co nie było moje. Będąc precyzyjnym – to nie lęk sprawiał, a ja pod wpływem lęku wybierałem nie to, co naprawdę chciałem.

Co nam kradnie najwięcej czasu w samej pracy?

Zgadzanie się na toksyczne zachowania, na reakcje ludzi, które daleko odbiegają od szacunku. Siedzenie cicho, jak widzimy, że ktoś jest gnębiony, wyszydzany, obrażany, obwiniany, ignorowany, wyśmiewany.

Patrzymy na te zachowania z boku, dopóki one nie dotyczą nas, boimy się zareagować, boimy się stanąć po właściwej stronie, boimy się pomóc drugiej osobie. Równocześnie gdzieś w środku czujemy brak zgody na to, co się dzieje. I to coś w środku później sprawia, że nie mamy spokoju, nasze serce mówi nam „powiedz stop, zatrzymaj te toksyczne reakcje, nie bądź obojętny”.

Widziałem kilkaset grupowych warsztatów, w trakcie których szefowie, menedżerowie, pracownicy odnajdywali odwagę na zatrzymanie tych toksycznych reakcji i coś się zmieniało. Naturalnie pojawiała się odwaga do mówienia prawdy, do pokazywania emocji i uczuć, pojawiało się wtedy miejsce dla pasji, radości i chęci wspólnego działania. Wbrew pozorom, wbrew lękom przed otwartością ludzi, organizacje/zespoły które decydowały się na większą otwartość generowały lepsze rezultaty, traciły mniej energii, czasu i zasobów na niepotrzebne rzeczy.

Jak zaplanować dzień, aby straconego czasu było jak najmniej?

Przestać planować. Wybaczcie proszę krótką odpowiedź. Zamiast planowania warto zadawać sobie pytanie: „na czym mi zależy” i „dlaczego to jest dla mnie ważne” zanim zabierzemy się do planowania. Często okazuje się, że podejmujemy się wielkich działań nie rozumiejąc, dlaczego i po co, a to na czym nam zależy można doświadczyć zupełnie inaczej, krótszym nakładem czasu i pracy. Za każdym działaniem kryją się uczucia, których pragniemy, do których dążymy, a o których często zapominamy, wożąc puste taczki. Każda czynność może przynosić radość, jeżeli z poziomu radości ją wykonujemy. W szkole średniej pracowałem w firmie produkującej kostki chodnikowe, myłem dwa miesiące foremki w kwasie solnym rozcieńczonym wodą, po całym dniu buty przesiąkały, a rękawiczki gumowe pękały. Ręce i stopy były w nie najlepszej formie. Ale atmosfera, którą mieliśmy z kolegami przy wspólnej wannie, do której foremki wpadały sprawiała, że chciało nam się pracować, cieszyć, żartować, pamiętam dzień, który trwał 24 godzinny i pobiliśmy rekord umytych foremek. Nikt nam nie podziękował wtedy. Ale po raz pierwszy kierownik nie krzyczał.

Jeszcze raz powtórzę: przestać planować, a zacząć dbać o atmosferę i relacje z ludźmi. Wtedy to, co robimy staje się przyjemniejsze, lżejsze i łatwiejsze.

Czy zgodziłby się Pan, że młode pokolenie, czyli „Igreki”, bardziej umiejętnie gospodarują czasem niż wiecznie zapracowane „Iksy”?

Kiedyś się zastanawiałem, dlaczego ciągle miesza mi się to, co to Xksy, i co Yki, teraz dopiero rozumiem, że mój umysł płata mi figle jak próbuję zrozumieć coś, co nie ma sensu z natury. Podziały, kategoryzowanie ludzi na takich czy innych jest ucieczką od tego ,co prawdziwe.

A prawdziwe jest to (przynajmniej dla mnie), że dostrzeganie podobieństw w ludziach – oczywiście tych dobrych rzeczy – pozwala nam budować pomosty, pozwala budować wzajemne zrozumienie. Zrozumienie nie przez rozum, ale przez uczucia. Dostrzegając to, co jest dobre w młodym pokoleniu: energia, wola do działania tylko wtedy, kiedy to ma sens, chęć zaangażowania się, jeżeli panuje fajna atmosfera, chęć współpracy, jeżeli jest szacunek.

Młodzi ludzie i starsi ludzie, bez względu na wiek, są w stanie przenosić góry – warunek jest jeden: szacunek. Młode pokolenie jest szansą dla starszego pokolenia. Pokazuje nam właściwy kierunek. Marże w firmach spadają. Firmy już nie zarabiają tak jak w 2000 roku, kiedy zaczynałem karierę. Młode pokolenie pokazuje nowy kierunek. Firmy, które chcą się rozwijać i przetrwać stawiają na inna kulturę pracy, kulturę współpracy, kulturę szacunku, kulturę, w której jest miejsce i zrozumienie dla ludzkich emocji i uczuć, kulturę, w której w miejsce sztywnych barier, statusów i biurokracji wprowadza się otwartość, spójność i pasje.

Jakie są konsekwencje złego gospodarowania czasem?

Odpowiedz jest prosta: brak czasu. A jakie byłyby konsekwencje kierowania się własnym sercem, wybierania tego, co dobre tu i teraz, robieniu rzeczy, które wydają się nudne z poziomu radości? Ostatnio myłem okna rozmawiając przez telefon z nauczycielem hiszpańskiego – nawet nie zauważyłem, jak się okna same umyły. Przesyłam Wam dużo radości oraz jedno pytanie: co czujecie teraz w tej chwili? Bez względu na to, jakie jest to uczucie, przyjrzyjcie się jemu, pozwólcie mu być. Może to smutek, pod którym kryje się tęsknota i radość, może to złość na samego siebie, że do tej pory nie żyliście tak, jak chcieliście, może to gniew na partnera, pod którym kryje się pragnienie bliskości, zacznijcie przyglądać się własnym uczuciom, a przestaniecie tracić czas. A może to gniew na mnie, że nie napisałem „radość”, bo właśnie teraz czujecie radość, to też jest ok.