Pani Joanno, jak Panią określić? Czy jest Pani aktorką?

Aktorką z wykształcenia nie jestem, ale wykonuję ten zawód już od ponad 20 lat. Wszystko zależy od tego, jak na to spojrzymy - czy na to który zawód dłużej wykonuje, czy na to jakie mam wykształcenie. Ze względu na wykształcenie i to, co w tym momencie pochłania mi więcej czasu- absolutnie jestem Radcą Prawnym. Więcej czasu spędzam teraz w mojej kancelarii Clever One. Przyznaję, że już sam egzamin kosztował mnie bardzo dużo wysiłku, nauki, poświęceń. Całe studia były wymagające, później aplikacja- całe mnóstwo nieprzespanych nocy.

Jak godzi Pani to wszystko?

Ja po prostu to wszystko bardzo lubię. Nikt mnie do tego nie zmusza. Moja praca jest moją pasją i to jest chyba klucz do osobistego sukcesu. Klucz też do tego, żeby przetrwać trudny czas studiów i aplikacji.

Czy Pani w ogóle odpoczywa?

Tak, zdecydowanie sport jest dla mnie odskocznią od pracy, od stresu związanego z codziennością. Jest dla mnie sposobem na spędzenie wolnego czasu.

Wolnego czasu? Pani ma wolny czas?

Mój wolny czas to właśnie sport. Bez sportu nie funkcjonuję. Jest dla mnie tak samo ważny jak powietrze. Naturalną rzeczą jest, że potrzebujemy odreagować codzienność- jedni chodzą na imprezy, uciekają w używki, moją używką był i jestem pewna, że zawsze będzie- sport.

Pani kariera zawodowa to tylko Pani wybór?

Ogromny wpływ na wszelkie decyzje mieli moi Rodzice. Wychowywali mnie w przekonaniu, że nauka jest najważniejsza. Nigdy nie musieli mnie karać czy nagradzać za wyniki. Lubiłam występować- najpierw z zespołem Fasolki, potem w „Tik Taku” czy „Teleranku”. Zawsze układ był prosty- dopóki będą dobre wyniki w nauce, dopóty będę mogła rozwijać swoją pasję- jeździć na koncerty, występować. Bardzo to lubiłam więc musiałam dbać o osiągnięcia w nauce. Całe szczęście nie było z tym nigdy problemu- ja po prostu lubię się uczyć i lubię się rozwijać. Mam taką wewnętrzną potrzebę, daje mi to ogromną radość i satysfakcję.

Jest Pani „molem książkowym”?

Będąc prawnikiem nie da rady uniknąć bycia „molem książkowym”. Trzeba bardzo dużo przepisów przyswoić, kodeksów, książek itd. Dużo bardziej odpowiada mi nauka praktyczna, ale wiedzy teoretycznej w tym zawodzie nic nie zastąpi. Ten ogrom teorii jest teraz wykorzystywany przeze mnie w praktyce. Poza tym cały czas się dokształcam, rozwijam, tego wymaga ode mnie moja praca.

Czyli jednak to Pani podjęła decyzję o swoim zawodzie?

Dopóki Rodzice mieli na mnie wpływ to stawiali naukę na pierwszym miejscu, ale to, jak już wspominałam, nie było dla mnie problemem, bo rzeczywiście nauka sprawiała mi przyjemność. Jedne przedmioty bardziej lubiłam, inne mniej- było to w dużej mierze uzależnione od nauczycieli prowadzących lekcję, czy wystarczająco potrafili mnie swoim przedmiotem zainteresować. Część przedmiotów trzeba było po prostu przetrwać- nie miałam na to wpływu. Wpływ miałam w momencie gdy wybierałam liceum- starałam się o przyjęcie do czterech, z obawy, że nie dostanę się do żadnego. Dostałam się do wszystkich. Chciałam być chirurgiem dziecięcym. Może nie było to moje marzenie, nigdy nie miałam wizji kim będę zawodowo. Najbardziej zależało mi na tym, żeby się spełniać, żeby być szczęśliwą osobą. Najbardziej bliska była mi wtedy medycyna. W trzeciej klasie musieliśmy się określić co do profilu i jeszcze wtedy cały czas myślałam o medycynie- wybrałam więc klasę biologiczno-chemiczną i zapisałam się na specjalistyczne kursy na medycynę. Wszystko skłaniało się w tym kierunku, aż dostałam się do serialu „Na Wspólnej”. Wniosek był taki, że bardzo ciężko będzie mi połączyć studia medyczne i pracę w serialu, dlatego muszę zmienić decyzję. Jako, że jestem osobą ambitną, sama, bez niczyich nacisków podjęłam decyzję, że to będzie prawo- no bo co innego? Co bardziej pewnego i bardziej ambitnego? Ale był to wybór drogą eliminacji. Nie wynikało to z tradycji prawniczych w Rodzinie. Po prostu chciałam spełnić swoje ambicje. Wiedziałam też, że zawód aktora jest bardzo niepewny i nie warto iść w tym kierunku. Prawo jest takie, że jeżeli będę wygrywała sprawy, jeżeli będę się rozwijała i będę w czymś dobra to osiągnę sukces, prędzej czy później. I tu jest ten pewniak, i powód dlaczego poszłam w tym kierunku. Absolutnie nie żałuję. Chociaż polubiłam prawo w trakcie studiów, bo nie miałam pojęcia na co się szykuję.

Pierwszy rok jest ciężki?

Makabryczny. Przez moment nawet żałowałam. Na pierwszym roku zastanawiałam się co ja tam właściwie robię? Było bardzo ciężko. Przedmioty przedmiotami, ale zaskakujący był dla mnie zupełnie inny tryb nauki. W liceum było się pilnowanym, z lekcji na lekcję, sprawdzane prace domowe, kartkówki, klasówki. A na studiach pojawił się zupełnie inny tryb egzaminów, one nawet z każdego przedmiotu inaczej wyglądały, nie można było znaleźć spójności. Do tego przez cały rok nikt nas nie pilnował. Chodziliśmy na wykłady, na ćwiczenia i mało było jakichkolwiek zaliczeń. Trzeba było się też w odpowiednim momencie samemu do tych egzaminów przygotować. Istotna była bardzo duża systematyczność. Ja do tego bardzo dużo pracowałam, zbierało mi się sporo nieobecności. Ciężko było połączyć jedno z drugim, do tego stopnia, że gdy dostałam się na prawo, poszłam do produkcji serialu i podziękowałam za miłą współpracę, ogromnie ją doceniałam, ale musiałam zrezygnować. Spodziewałam się, że będzie ciężko z tytułu kierunku który wybrałam, a moim priorytetem była edukacja. Serial był fajną przygodą, ale naprawdę musiałam się pożegnać. Okazało się, że ekipa serialowa na tyle mnie polubiła i na tyle chciała kontynuować wspólną pracę, że powiedziała, że się dostosują i będą mnie wspierać na każdym kroku, żebyśmy dali sobie szansę. Sprawdziło się to w rzeczywistości- oni się dostosowywali do mojego grafiku i do tej pory tak zostało, że kiedy teraz mam rozprawę, mam ją zaplanowaną nawet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem i zgłaszam to wtedy na planie- danego dnia nie mogę się pojawić, a oni to uwzględniają. Mają świadomość, że wykonuję inny zawód i wypracowaliśmy sobie świetny model współpracy.

Pani ma ogromną samo motywację, prawda?

Tak, jak najbardziej, chociaż czasami mi brakuje wiary w siebie, ale nie brakuje mi motywacji. To jest bardzo dobre. Nigdy nie osiądę na laurach, cały czas staram się kształcić, tego wymaga mój zawód, ale także w innych dziedzinach, i nigdy nie popadnę w samo zachwyt, cały czas będę uważała, że muszę się rozwijać. Czyli w sumie ten brak wiary w siebie nie jest taki najgorszy, daleko mi do osoby, która „pozjadała wszystkie rozumy”. Dla mnie ogromnym wyzwaniem do tej pory była decyzja o założeniu własnej kancelarii- własnej działalności. Nie dla kogoś, nie w jakiejś kancelarii, tylko dla siebie. Co prawda wymusił to na mnie w jakiś sposób rynek, bo wykonując też inny zawód cały czas, ciężko mi pracować u kogoś, kto mimo wszystko będzie wymagał ode mnie, że będę w miejscu pracy w określonych godzinach. Szkoda mi życia na to. Łatwiej gdy sama to sobie układam, a jestem osobą odpowiedzialną i ambitną, a często nadgorliwą, to z drugiej strony, jeżeli mogę to przychodzę do pracy później, bo mam ochotę na trening, mam ochotę pobiegać z psem itd. Przed szefem byłoby trudno się wytłumaczyć.

Czy czuje się Pani kobietą sukcesu?

Czuję się kobietą szczęśliwą. Czuję się kobietą spełnioną. Kobietą sukcesu mam nadzieję, że kiedyś będę, ale to nie mnie oceniać. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś mnie oceni jako kobietę sukcesu. A też z drugiej strony- mam nadzieję, że nigdy nie powiem sama o sobie, że czuję się kobietą sukcesu, żebym cały czas miała niedosyt, żebym cały czas chciała się rozwijać i iść dalej, że będę miała ciągłe poczucie, że `jeszcze za mało`.

ROZMAWIAŁA: KATARZYNA WASILEWSKA