ako artystka bardziej jesteś związana z rynkiem zagranicznym, nie polskim. Dlaczego? 

Do tej pory związana byłam z azjatycką wytwórnią płytową, moja muzyka ukazywała się głównie na tamtejszym rynku, teksty pisane jedynie w języku angielskim, a album nagrany w Nashville, więc kojarzenie mojej osoby z rynkiem zagranicznym jest uzasadnione. Wciąż jednak mieszkam i pracuję w Polsce, wciąż dążę do tego, aby móc realizować się również tutaj.

Jak to się stało, że tak młoda artystka nagrała album w Nashville z tak doświadczonymi muzykami?

Po nagraniu swojego pierwszego demo postanowiłam rozesłać je po świecie, co doprowadziło do podpisania kontraktu z wytwórnią. Jak myślę o tym teraz, to wydaje mi się, że musiałam być bardzo pewną siebie 20latką… Albo mocno zdeterminowaną ;) Cała ta historia chyba nie mogła potoczyć się lepiej, bo dzięki temu dostałam szansę robić rzeczy, o jakich wcześniej nie śniłam. Jedną z nich była praca nad moim debiutanckim albumem właśnie w Ocean Way Nashville Studio.

Jako artystka pewnie wielokrotnie słyszałaś, że przebicie się na rynek zagraniczny jest rzeczą prawie niemożliwą, a na pewno trudną. Tobie się to udało. Co zrobiłaś, jak pokierowałaś swoim myśleniem i wyborami, by zrealizować swoje plany?

Chyba pierwszą rzeczą jest oczyszczenie się z myśli o niepowodzeniu i zastąpienie je myślą, że niczym nie ryzykujemy. Nie miałam żadnej strategii, po prostu postanowiłam pokazać innym moją pracę, która wydała mi się wartościowa i bardzo wierzyłam w osiągnięcie celu.

Czy wizja sukcesu pomaga w jego osiągnięciu? 

To chyba bardzo indywidualna kwestia. Mi raczej myślenie o sukcesie utrudniałoby to sam etap drogi, trochę jak marchewka na kiju. Zwiększa się też trochę ryzyko dokonywania złych wyborów. Lepiej skupić się na tym co ważne, reszta przyjdzie. Lub przyjdzie później.

Ostatnio sporo się u Ciebie dzieje. Koncerty, prace nad albumem. Gdzie będzie można Cię zobaczyć i posłuchać?

Teraz, jako że mój muzyczny kierunek znacznie się zmienił, a i zdecydowałam się też podjąć próby pisania tekstów w języku polskim, będzie więcej okazji, aby usłyszeć o moich aktywnościach tu, w Polsce. Jedną z nich jest mój pierwszy polski singiel zatytułowany "Tonę", który niedawno miał swoja premierę. Teraz jestem w trakcie nagrywania albumu, nad którym od dwóch lat pracuję wspólnie z Karolem Łakomcem i Michałem Lange. Mam również okazję zaspokoić swoją ciekawość współpracy z Marcinem Borsem, który podjął się produkcji tego albumu i już wiem, że jest to bardzo inspirująca relacja.

Czy programy typu talent-show są dobrym rozwiązaniem dla zdolnych ludzi? Kierując się własnym doświadczeniem uważasz, że sporo mogą ułatwić? 

Droga do kariery prowadząca przez program tego typu nie jest niczym złym i nie zawsze musi być zgubna – w sytuacji, kiedy ma się coś do zaproponowania i pomysł na to, jak z tej popularności skorzystać. Nie wiem też, czy jestem odpowiednią osobą do udzielania porad w tym temacie, bo sama nie czuję się kojarzona z talent show. Wydaje mi się jednak, że najważniejszą sprawą jest myślenie o muzyce zawsze w kategorii priorytetu i niedopuszczenie do tego, aby pragnienie popularności pozwoliło o tym zapomnieć.

Idziesz raczej pod prąd. Tworzysz muzykę, której nie można nazwać popularną. Wielu młodych ludzi kieruje się raczej modą, myśląc, że to będzie najbezpieczniejsze rozwiązanie. Czy według Ciebie mają rację?

Powiedziałabym raczej, że wielu młodych ludzi wymyka się z głównego nurtu, dając upust swoim prawdziwym zamiłowaniom, skłonnościom, miłościom i bardzo mnie cieszy, że wykonawcy kierujący się tą myślą mają coraz większy zasięg i coraz bardziej jest to rozumiane i wspierane przez słuchaczy. Brak kalkulacji, szczerość, intuicja.

W jednym z wywiadów przyznałaś, że trzeba postawić wszystko na jedną kartę. Czy to oznacza, że nie bierzesz pod uwagę planów awaryjnych?

Nie mogę brać pod uwagę planów awaryjnych, jeśli to, co robię jest moja miłością. Chce się temu oddać w pełni. Wszystkie inne rzeczy, którymi się zajmuję, zawsze będą drugoplanowe.