zy proces rozwoju osobistego można nazwać terapią?

Nie nazywałbym tego terapią, to raczej trening mentalny. Rozwój osobisty to przede wszystkim praca nad sobą, nad znalezieniem i zrozumieniem prawd i zależności kierujących światem, w którym żyjemy. Tę wiedzę możemy zdobyć od naszych nauczycieli – bo każdy z nas ma nauczycieli – a naszym zadaniem pozostaje „przejście przez drzwi” wskazane przez nich. Ja w to uwierzyłem, przeszedłem i wiem, że cele i marzenia, które sobie nakreśliłem są możliwe do spełnienia. Zostawiając za sobą bardzo intratną i dochodową pozycję w wielkiej firmie założyłem sobie, że przyjdzie moment, gdy będę uczył o rozwoju osobistym i przekazywał swoją wiedzę innym – ta rozmowa jest dobrym przykładem na to, że „da się”.

Brzmi to bardzo prosto, ale musi istnieć głębsza tajemnica rozwoju osobistego, bo inaczej to każdy z nas byłby człowiekiem sukcesu, a tak nie jest.

Chcę podkreślić, że tematyka jest bardzo rozległa i cokolwiek się o niej powie będzie to tylko wycinek dużo większej całości. To, o czym teraz rozmawiamy to jedynie wnioski i podstawowe informacje z całości wiedzy zbieranej przez mędrców od tysiącleci. Nie da się tej wiedzy przedstawić w jednym artykule czy nawet w jednej książce.

Spróbujmy zatem bardzo ogólnie przedstawić fenomen rozwoju osobistego.

O wielu zależnościach funkcjonujących w naszym świecie wiemy intuicyjnie. Od dziecka jednak jesteśmy poddawani systemowi edukacji, nabieramy wartości i przekonań, którymi kierujemy się w życiu, przez co na ten sam świat – bo obiektywnie żyjemy w jednym świecie – każdy z nas patrzy przez swój pryzmat. Te przekonania tworzą naszą strefę komfortu, z której bardzo trudno nam wyjść, nawet jeśli tego chcemy. Sukces jest po „drugiej stronie”. Gdyby był „po tej”, już byśmy go osiągnęli. Żeby tam dotrzeć musimy być gotowi na zmianę swoich przekonań. Z założenia nie są one czymś złym, ale pod jednym warunkiem – że nie blokują naszych marzeń i celów. Jeśli tak się dzieje, to powinniśmy dążyć do ich zmiany.

Czy barierą dla samorozwoju mogą być finanse, strach lub niewiedza?

Tylko niewiedza oraz strach. Wyeliminowaniu niewiedzy służy choćby to, co robię. Chcę edukować. Chcę pokazać, że można, że każdy z nas ma w sobie niewykorzystany potencjał, że każdy ma swoje ogromne możliwości. Bariera finansowa przy samorozwoju jest mitem. Zapewniam, że zdobywanie wiedzy na ten temat rozwoju nie kosztuje – ja dużą wiedzę zdobyłem za pomocą Internetu. Korzystałem też z płatnych szkoleń, ale już wiedziałem, które są warte swej ceny. Na rynku jest też wiele wartościowych książek.

Drugą przeszkodą jest strach, którego unikamy kryjąc się we własnej strefie komfortu. Czy słusznie rozumuję?

Każdy z nas ma swoją strefę komfortu i nie jest to nic wstydliwego czy dziwnego – lęk przed nieznanym mam ja, ma czytelnik, prezydent USA czy nawet miliarder Richard Branson, który boi się wystąpień publicznych. Ale go przełamuje. Sztuką jest bowiem umiejętność poradzenia sobie z tym lękiem. Ja odczuwam choćby lęk przed tym, jak ten tekst odbiorą czytelnicy, ale jednocześnie mam silną potrzebę przezwyciężenia go właśnie przez przyznanie się do niego i udzielenie tego wywiadu.

Można więc powiedzieć, że tą rozmową wychodzi Pan ze swojej strefy komfortu?

W jakimś sensie tak. Miałem przekonanie, że nie chcę być osobą publiczną, narażoną na oceny, a zwłaszcza oceny negatywne. Ale jeśli chcę się dzielić moim doświadczeniem i wiedzą dotyczącą rozwoju osobistego to muszę sobie z tym lękiem poradzić. I robię to choćby teraz.

Przed wyjściem ze strefy komfortu powstrzymuje nas bariera terroru. Brzmi groźnie.

Bariera terroru to pojęcie praktycznie nieznane w Polsce, a ukute przez świetnego nauczyciela samorozwoju, Boba Proctora. Bariera terroru nie jest niczym groźnym sama w sobie, ale oddaje charakter zjawiska. Jest to bowiem granica strefy komfortu – żeby rozszerzyć strefę komfortu musimy ją przebić. Musimy ruszyć w nieznanie, a wtedy pojawia się wewnętrzny opór, czyli właśnie bariera terroru. W zależności od wielkości tego nowego kroku, może się ona różnić wyrazistością czy natężeniem.

Innym intrygującym hasłem w treningu personalnym jest termin „prawo przyciągania”. Kojarzy się z fizyką, słusznie?

Oj, to bardzo rozległy temat, któremu poświęcam sporo miejsca na swoim blogu. Podstawowy dogmat współczesnej fizyki mówi, że wszystko co istnieje we wszechświecie jest energią. Nawet rzeczy niematerialne – myśli, emocje – są energią. A każda energia ma swoją częstotliwość. Zgodnie z prawem przyciągania, to, co nadaje na danej częstotliwości przyciąga elementy o podobnej wibracji, rezonansie. Ale to na inny artykuł.