ie muszą niepokoić się o to czy podołają finansowo, jeśli będą chcieli posłać dziecko do żłobka, czy zatrudnić nianię. Fantazja? Nie. To możliwe, jeśli przyzakładowe żłobki przestaną być sensacyjną rzadkością – a staną się standardem.

Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudne są poszukiwania odpowiedniego żłobka czy opiekunki. Każdy z nas zna też historie rodziców, którzy zapisują dziecko do żłobka zaraz po narodzinach lub oczekują na setnych miejscach na listach rezerowych. Albo tych, którzy często nie mając innego wyjścia, decydują się na placówki prywatne, kosztujące ok. 1 500 zł miesięcznie. Albo biorących fikcyjne rozwody tylko po to, aby zagwarantować dziecku miejsce w żłobku. Brzmi strasznie, ale tak właśnie wygląda sytuacja zwłaszcza w dużych miastach, gdzie wciąż jest problem z brakiem miejsc i wysokimi kosztami opieki instytucjonalnej.

Wyobraźmy sobie jednak, że tych wszystkich problemów nie ma. Znikają niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie spędzają już snu z powiek rodziców, którzy nie wiedzą co zrobić z dzieckiem, kiedy będą chcieli wrócić do pracy. Wyobraźmy sobie, że żyjemy w alternatywnej rzeczywistości, w której u każdego pracodawcy funkcjonuje żłobek przyzakładowy. Jakież byłoby to ułatwienie dla rodziców, którzy stoją przed dylematem, jak zapewnić dziecku dobrą i profesjonalną opiekę bez nadmiernego obciążania domowego budżetu. Sama alternatywa w postaci możliwości wyboru takiego przyzakładowego żłobka to już dużo. Rodzice mogliby w spokoju wypełniać swoje obowiązki wiedząc, że ich dziecko jest tuż obok. Czyż można sobie wyobrazić lepsze narzędzie do godzenia pracy z obowiązkami rodzinnymi?

Oczywiście zaraz pojawią się głosy, że ta biskość dziecka ma również swoje minusy, bo być może niektórym będzie to wręcz utrudniać wykonywanie obowiązków zawodowych. I zamiast pracować będą nieustannie sprawdzać, czy z dzieckiem jest wszystko w porządku. Fakt – odległość eliminuje takie sytuacje, ale też utrudnia dotarcie do dziecka np. gdy jest chore i dostajemy telefon, że trzeba je natychmiast zabrać do domu.

Niestety powszechność żłobków przyzakładowych to wciąż raczej alternatywna rzeczywistość niż świat realny. Nawet wprowadzone niedawno zmiany prawne niewiele zmieniły. Niby łatwiej jest zakładać tego rodzaju placówki – jest mniej wymogów i można uzyskać dofinansowanie. Szkoda, że niewiele podmiotów z tego korzysta, a żłobki przyzakładowe, jeśli już są, to tylko w dużych firmach. Czyli tam gdzie pracodawców zwyczajnie na to stać.

Tymczasem wizja tej alternatywnej rzeczywistości jest bardzo kusząca i mogłoby się wydawać, że nawet realna. Jednak bez zmiany polityki prorodzinnej państwa, której podstawą jest w dalszym ciągu program 500 plus, nie spodziewajmy się rewolucji. Biorąc pod uwagę obecną sytuację demograficzną i sytuację na rynku pracy, to właśnie rządowi powinno najbardziej zależeć na tym, aby wspierać rozwiązania, które zwiększą aktywność zawodową kobiet. Statystyki są zatrważające – nawet 100 tys. z nich zrezygnowało z pracy właśnie przez 500 plus. Problem ten będzie się jednak nasilał, albowiem teraz na założenie rodziny decydują się roczniki z wyżu demograficznego. Dlatego należy poważnie zastanowić się nad tym, jak zwiększyć w Polsce dostępność opieki instytucjonalnej i zaangażować do tego pracodawców. Bez rozwiązań systemowych wspierających godzenie pracy z obowiązkami rodzinnymi żłobki przyzakładowe pozostaną nadal jedynie w sferze alternatywnej rzeczywistości.