Dlaczego street fundraising?

Fundacja Greenpeace Polska to organizacja zajmująca się przeciwdziałaniem szkodliwym praktykom wobec środowiska naturalnego. Stowarzyszenie Amnesty International walczy o poszanowanie praw człowieka. Działalność naszych organizacji  jest możliwa głównie dzięki wsparciu finansowemu indywidualnych darczyńców. Codziennie w dużych miastach Polski podchodzimy do przechodniów i zapraszamy ich do rozmowy. Każdą osobę, która popiera naszą  misję, prosimy o włączenie się w działania naszych organizacji poprzez regularne darowizny.  Nie zbieramy jednak pieniędzy na ulicy. Przekonane osoby wypełniają polecenie przelewu, które przekazujemy do banku.

Dlaczego warto zostać street fundraiserem?

Powodów jest wiele i pewnie każdy z nas - pracujących street fundraiserów i street fundraiserek - podałby inny. Jednym z ważniejszych jest to, że w tej pracydoskonalimy umiejętności miękkie. Zdolność komunikacji werbalnej i niewerbalnej, asertywność, empatia, umiejętność współpracy i autoprezentacji to kompetencje  kształtowane  na tym stanowisku.

Poznajcie Magdę, która swoim zaangażowaniem i wiarą w słuszność idei, zmobilizowała ponad 1000 osób do wsparcia organizacji:

Pracę w zawodzie street fundraisera zaczęłam 3 lata temu, w trudnym okresie mojego życia. Kiedy wpadło mi w ręce ogłoszenie na to stanowisko, pomyślałam, żeby spróbować swoich sił. Było to coś zupełnie innego od tego, czym dotąd się zajmowałam. Nie ukrywam, że na początku traktowałam tę pracę jako przygodę i nie sądziłam, że wytrwam tak długo, ani że będę w stanie utrzymać z niej siebie i moje dzieci. Myliłam się. Praca  nadal jest wielką przygodą, codziennie poznaję ciekawych ludzi, mierzę się ze swoimi słabościami, ale też jest to zajęcie, które daje mi stabilizację finansową. Najważniejszą rzeczą jest jednak atmosfera w pracy. Nie pracuję ze współpracownikami tylko z przyjaciółmi, a to dla mnie jest bardzo cenne.

Kim jest Ada? To zawsze uśmiechnięta i pełna energii street fundraiserka.

Zawsze chciałam budzić się rano i wiedzieć, że spędzę dzień w pracy, która pozwoli mi się rozwijać, przełamywać własne ograniczenia i poznawać ciekawych ludzi. Co więcej dzięki tej pracy mogę robić coś dobrego, chronić środowisko. W pracy nie zawsze jest łatwo, ale wtedy z reguły spotykam człowieka, który  jednym uśmiechem daje mi mnóstwo pozytywnej energii napędzającej do działania. Po dziewięciu miesiącach pracy jako street fundraiserka widzę, że to był dobry wybór, który pozwolił mi być częścią wielkiej zmiany.

Iga Lalek to pełna zapału i pozytywnych emocji osoba z ogromnym doświadczeniem zawodowym. To doświadczenie pozwoliło odnaleźć jej swoją drogę życiową - łączy ją z organizacjami pozarządowymi.

9 lat pracowałam w branży finansowej, odniosłam w niej wiele sukcesów, jednak czułam, że w tym czasie, brakowało mi idei, satysfakcji. Zawsze byłam idealistką. Ci, którzy też nimi są, wiedzą jak poczucie bezsilności wobec negatywnych informacji, zdarzeń, potrafi gasić wewnętrzny ogień, zabijają wiarę w to, że dobro, sprawiedliwość, miłość do ludzi i świata są najważniejsze. Właśnie tymi wartościami moim zdaniem powinien kierować się każdy człowiek. Kiedy na jednym z portali zobaczyłam ofertę pracy street fundraisera, uznałam, że to jest to. Oczywiście miałam obawy, wiedziałam, że nie będzie to praca w biurze, bałam się też, że ciężko będzie znaleźć osoby, które będą chciały zaangażować się finansowo. Jestem „świeżynką” w fundraisingu, ale już mogę powiedzieć, że praca pozytywnie mnie zaskoczyła. Codziennie spotykam wspaniałych ludzi, którzy ładują mnie pozytywną energią. Kiedy słyszę od napotkanych ludzi: „kto się tym zajmie, jak nie wy”, czuję dumę, satysfakcję i wagę tego, co robię.

Są wśród nas osoby, które postanowiły spełniać się w strukturach organizacji jak Ada Siewaszewicz. Do dziś podkreśla jak ważne jest doświadczenie, jakie oferuje praca w charakterze street fundraiserki.

Działam w street fundraisingu od 4 lat. Dla mnie to okres kształtowania się poglądów, czas ustalania wartości i życiowych priorytetów. Ta praca w bardzo dużym stopniu odpowiada za to, jakim człowiekiem jestem obecnie. Z całym przekonaniem mogę powiedzieć, że o ludziach nauczyłam się dużo więcej będąc street fundraiserką, teamleaderką, niż na wszystkich zajęciach razem wziętych, a studiuję neurobiopsychologię.  Street fundraising to najlepsze miejsce do tego, by poznać człowieka. W tej pracy można porozmawiać i poznać historię każdego przechodnia, można nauczyć się rozmawiać z ludźmi, słuchać i rozumieć innych. Świadomość, że wśród tych wszystkich ludzi maszerujących po chodnikach są podróżnicy, artyści, naukowcy i możliwość rozmowy z każdym z nich, czyni z fundraiserów odkrywców – odkrywców ludzi. Street fundraiserzy poprzez swoje zaangażowanie i profesjonalizm pokazują, że organizacje pozarządowe robią rzeczy uznane przez większość ludzi za niewykonalne, za szalone, za tak mało prawdopodobne, niewarte poświęcania energii. Odczuwam przeogromną satysfakcję zawsze, kiedy uda mi się przekonać jakąś osobę do tego, że ona również może być częścią wielkiej, światowej zmiany i zachęcić ją do wsparcia naszych działań.

Na fundraising warto patrzeć z szerszej perspektywy. Robert Kawałko, inicjator powstania Polskiego Stowarzyszenia Fundraisingu i jego były prezes, obecnie Prezes Zarządu Fundacji Polski Instytut Filantropii, podsumował istotę tych działań.

Minęło już 10 lat od powstania w 2006 r. Polskiego Stowarzyszenia Fundraisingu, które postawiło sobie za cel wprowadzić do polski zawód specjalisty ds. pozyskiwania funduszy. I chociaż szkolenia z fundraisingu ukończyło dotąd kilka tysięcy osób, wciąż nie można powiedzieć, że fundraising jest w Polsce znany czy szczególnie popularny, skoro słowo „fundraiser” ma na swojej wizytówce najwyżej kilkaset osób w całym kraju. Fundraising jest i sztuką, i rzemiosłem. Sztuką, bo fundraiser musi mieć osobowość - pasję, wiarę,  odwagę. Jest rzemiosłem, bo bez znajomości zasad i narzędzi nie można osiągać dobrych wyników. Wiedza o fundraisingu jest rzeczą tak konkretną, że oglądając stronę internetową jakieś organizacji można w ciągu kilku sekund rozpoznać, czy w jej tworzeniu brała udział osoba przeszkolona czy nie. Sukces w poszukiwaniu darczyńców zależy w równej mierze od fundraisera, co od zespołu organizacji, która go zatrudnia. Często pojawiają się napięcia, przywódcy przechodzą ciężką próbę, a całe to zamieszanie z fundraisingiem wydaje się przez pierwsze dwa lata zupełnie chybionym pomysłem. Jeden z prezesów zadzwonił kiedyś po udanej zbiórce pieniędzy do swojej fundraiserki i powiedział jej: „Muszę się pani przyznać, że ja dotąd nie wierzyłem, że będziemy mieć kiedyś z tego pieniądze, ale warto było czekać te dwa lata”. Bo fundraising działa. Organizacje, które zaczęły stosować go regularnie kilka lub kilkanaście lat temu, mają teraz wielomilionowe budżety, a liczba ich regularnych darczyńców sięga w kilku przypadkach setek tysięcy. Tam gdzie pracują fundraiserzy jest zawsze więcej wolontariuszy, energii, entuzjazmu. Praca jest lepiej zorganizowana i zaplanowana. Mocniejszy jest wizerunek, lepsze materiały informacyjne i strony internetowe, więcej fanów na Facebooku. Fundraiserzy, którzy mają dobre wyniki, są ambitni, asertywni i nie boją się kolejnych wyzwań w pracy szybko zdobywają mocną pozycję w organizacji. Mnie osobiście w fundraisingu pociągnęła wizja, którą przedstawiła mi moja poprzedniczka w pierwszej pracy: jest to praca, w której poświęcamy się dla doniosłych spraw i w której nie trzeba martwić się o pieniądze, o ile umie się je zdobywać. Myślę, że z tą definicją zgodzi się już wielu polskich fundraiserów, a kolejni są na drodze do tego, by się o tym przekonać. Fundraising jest w Polsce z całą pewnością zawodem przyszłości, a pocieszające jest to, że ta przyszłość już się zaczęła! Zatem, jeśli chcesz szlifować umiejętności komunikacyjne, szukasz w pracy głębszego sensu, lubisz działać w zespole to ta praca jest dla Ciebie!