Zastanawiałeś się kiedyś, czego bałeś się 15 lat temu? Ja miałem wtedy 14 lat. Byłem w pierwszej klasie gimnazjum. To był pierwszy rocznik po reformie, nikt nie wiedział, czy nowy szczebel w edukacji, wrzucony pomiędzy podstawówki i licea, ma sens i się sprawdzi. Króliki doświadczalne. Bałem się. Bałem się międzymiastowych zawodów w bieganiu, na które wysyłała mnie szkoła, bo niestety byłem jednym z najszybszych na dystansie 1000 metrów przełajowo. Bałem się, czy kumple nie przekreślą mnie za to, że nie palę papierosów. Bałem się mojej Pani z fizyki, która przygotowywała mnie do olimpiady.

Zastanawiałeś się kiedyś, czego bałeś się 10 lat temu? Ja miałem wtedy 19 lat. Bałem się strasznie. Bałem się, że nie zdam prawa jazdy za pierwszym razem i będzie wstyd, bo kumplom się udało. Bałem się, że nie dostanę się na SGH, czyli moją wymarzoną uczelnię. Bałem się mojego matematyka, który nie krył się z „delikatną” niechęcią wobec mojej osoby.

Zastanawiałeś się kiedyś, czego bałeś się 5 lat temu? Ja miałem wtedy 24 lata. Nadal się bałem… Że nie obronię dyplomu magistra na SGH, bo dostanę ciężkie pytanie z makroekonomii. Że nie dostanę kredytu na mieszkanie, które planowałem kupić i wpłaciłem spory zadatek. Wreszcie – że w wyniku zmian zachodzących w Agencji Wydawniczo-Reklamowej „Wprost”, w której wtedy pracowałem, ktoś może mi za tę pracę podziękować. A co z kredytem? Z ratą za samochód?

I co? W zawodach w biegach przełajowych zdobyliśmy mistrzostwo województwa. Na imprezach jako jeden z nielicznych nigdy nie usłyszałem od dziewczyny, że czuje się, jakby całowała się z popielniczką. Zostałem laureatem olimpiady z fizyki, co dało mi wstęp do najlepszego LO w regionie. Prawo jazdy zdałem za pierwszym razem. Dostałem się na SGH z wysoką pozycją. Matematykowi powiedziałem, by dał mi na koniec liceum tróję, bo i tak nie ma to znaczenia w rekrutacji. Jestem magistrem SGH, ukończyłem dwa fakultety. Dzięki zmianom stóp procentowych rata mojego kredytu mieszkaniowego maleje systematycznie co pół roku, dzięki czemu jest to wspaniała inwestycja. Nikt nigdy nie zwolnił mnie z żadnej pracy.

Z pracy zrezygnowałem sam. Dwa i pół roku temu podziękowałem, przechodząc na systemy stricte prowizyjne, jednocześnie znoszące zakazy konkurencji i pozwalające mi rozwijać własną firmę, która zajmuje się szeroko rozumianym marketingiem, sprzedażą i koordynacją projektów specjalnych, działalnością wydawniczą oraz doradztwem biznesowym. Dziś się nie boję. Widzę, że nie było warto. Nauczyłem się, że problemy dnia codziennego wydają się straszne tylko dziś. Z perspektywy czasu z większości z nich można się śmiać. Nie mam gwarancji wynagrodzenia wpływającego do mnie zawsze do 10-tego dnia każdego miesiąca. Ale czuję się wolny. Wiem, że mój los jest tylko w moich rękach. Wiem, że nie jestem od nikogo uzależniony w 100 proc. I na podstawie ostatnich 15, 10 i 5 lat widzę, że zawsze dam sobie radę!

Spójrz na miejsce, w którym jesteś dziś. Był sens się bać? Pomyśl – może kiedyś odważyłeś się zagadać do pięknej dziewczyny na imprezie w klubie. A dziś jest ona Twoją dziewczyną czy żoną. Może kiedyś postawiłeś już wszystko na jedną kartę i się opłaciło. Dłużej się nie zastanawiaj! Działaj, próbuj, skacz na głęboką wodę. Nie będzie różowo. Na pewno znajdzie się ktoś, kto będzie chciał Cię pociągnąć w głębinę, zawiesić głaz na szyi. Ale jeżeli będziesz silny, wytrwały i zdeterminowany, wypłyniesz i dasz sobie radę. Zyskasz wolność, niezależność, samodzielnie będziesz mógł kreować swoją przyszłość. Nigdy nie będziesz się już bał.