Home » Pierwsze kroki » 7 złych praktyk, które zabijają start-upy
Pierwsze kroki

7 złych praktyk, które zabijają start-upy

7-złych-praktyk-które-zabijają-start-upy-2
7-złych-praktyk-które-zabijają-start-upy-2
avatar

Przemysław Sola

Partner Zarządzający Inkubatorów AIP w Gdańsku i Olsztynie

Statystyki dotyczące przeżywalności nowych firm są mało optymistyczne. Pierwsze dwa lata przetrwa 30-50 proc. przedsiębiorstw. Niestety, przepis na sukces nie istnieje – nie ma nikogo, kto ze stuprocentową pewnością powie Ci, co zrobić, aby odnieść sukces. A jeśli ktoś mówi, że wie, to po prostu kłamie. Nawet dr Czarnecki, jeden z najbogatszych Polaków, w swojej książce wskazywał, że kilkadziesiąt procent jego inwestycji nie przynosi sukcesu finansowego.
Analizując przez ostatnie kilka lat działalność kilkuset startupów, razem z zespołem zebraliśmy pewne cechy, które charakteryzowały przede wszystkim te przedsiębiorstwa, które zakończyły swoją działalność. Jest to swego rodzaju lista „7 grzechów” i jeśli wśród nich widzisz swoje nawyki, warto zastanowić się, czy na pewno Twoja firma idzie w dobrym kierunku.

1. Brak wizji na przyszłość i planowania.

Na początku działalności często staramy się przede wszystkim uzyskać poziom przychodów umożliwiający nam i wspólnikom utrzymanie się. Ten okres może trwać od miesiąca do nawet kilkunastu miesięcy. Kiedy jednak przeszliśmy magiczny próg i pojawiają się nadwyżki finansowe, warto określić sobie wizję tego, co chcemy z naszego startupu stworzyć i zacząć planować. Od poziomu celów rocznych do planu konkretnego dnia. Planowanie pozwala oszczędzać czas, a dopóki się nie rozwiniemy, nasz czas to jedyna aktywa, dzięki któremu zarabiamy pieniądze.

2. Oszczędzanie na ekspertach.

Szukając oszczędności, przedsiębiorcy bardzo często rezygnują z usług zewnętrznych specjalistów. Czy dwustronna umowa może mieć jakieś „kruczki”, które mogą narobić nam problemów? Wydawać by się mogło, że nie – przecież wszystko widać jak na dłoni, nie ma skomplikowanego języka i innych dziwnych detali. Jednak nic bardziej mylnego – w prawie każdej umowie są odwołania do przepisów ogólnych, innych ustaw, kodeksów, rozporządzeń. Dlatego warto iść z takim dokumentem do specjalisty, który prowadzi konkretną działalność i posiada udokumentowane doświadczenie. Samobójstwem gospodarczym jest także poleganie na para-specjalistach, czyli kolegach studiujących prawo, rachunkowość i inne kierunki, dzięki którym kiedyś zostaną ekspertami. Teraz nimi nie są. Różnica w ich wiedzy jest taka, jak różnica pomiędzy osobą pierwszy raz idącą na zajęcia karate, a osobą posiadającą od kilku lat czarny pas.

3. Ryzyko sukcesu.

Często jesteśmy tak zaaferowani koniecznością pozyskania bieżących klientów, że nie zastanawiamy się, co zrobić, jeśli biznes będzie nam się bardzo szybko rozwijać. Wtedy w różnych elementach pojawiają się tzw. wąskie gardła. Warto zawczasu przemyśleć, co będzie nam potrzebne, jeśli zgłosi się do nas 10 razy więcej klientów. Warto zabezpieczyć dostęp do środków, które będziemy mieć w razie problemu pod ręką.

4. Mało nowej wiedzy.

Jako przedsiębiorcy odpowiadamy za dużo więcej rzeczy i osób niż kiedy pracujemy na etacie. Dlatego ważne jest, aby cały czas się dokształcać, najlepiej z wielu różnych dziedzin. Często po studiach już nie chce się chodzić na dodatkowe zajęcia, pisać egzaminów, jednak warto przynajmniej raz w miesiącu iść na jakieś całodniowe szkolenie. Świat się zmienia, a jeśli nie będziemy wiedzieć o nowinkach w różnych branżach, to możemy zostać w tyle. Warto też, aby wiedza była odpowiedniej jakości, dlatego warto poszukać sobie Mentora. Dobry Mentor jest osobą, która odniosła pewien udokumentowany sukces biznesowy w branży podobnej do naszej i warto, aby taka osoba podzieliła się swoją wiedzą i doświadczeniem. Na błędach trzeba się uczyć, a najlepszym rozwiązaniem, jest uczenie się na błędach, które popełnił już ktoś inny.

5. Przenoszenie doświadczeń z etatu na własną firmę.

Jest to dość spore zagrożenie. Niestety, własny startup będzie wymagać od nas dwa razy więcej czasu, wysiłku i zaangażowania niż nasza dotychczasowa, stała praca. Dlaczego? Ponieważ to, co robiło kilka działów (my byliśmy wtedy tylko w jednym z nich), teraz musimy zrobić samodzielnie. Musimy zaplanować strategię, przeprowadzić działania promocyjne, pozyskać klienta, obsłużyć go, rozliczyć transakcję i tak w kółko. Część z tych działań będziemy prowadzić równolegle. Własne przedsiębiorstwo będzie wymagać od nas wstawania wcześniej, kończenia pracy później, podejmowania trudnych decyzji, z którymi do tej pory nie musieliśmy mieć styczności.

6. Uniwersalny marketing i plan promocji.

Wchodząc do sklepu i biorąc pierwszą z brzegu marynarkę, mamy małą szansę, że będzie ona pasować. Tak samo jest z narzędziami marketingowymi. Mogą pewną potrzebę zaspokoić, ale nie zrobią tego z najwyższą efektywnością. Każda firma powinna mieć stworzoną strategię marketingową oraz plan promocji pod swój produkt/ofertę. Niestety nie ma jednego przepisu na skuteczne działania promocyjne.

7. Niedocenianie kontaktów.

Prawie każdy z nas słyszał kiedyś słowa „bez znajomości nic się nie zrobi”. Po kilku latach z własnymi startupami mogę częściowo potwierdzić te słowa. Jednak warto je trochę przerobić na „bez znajomości bardzo trudno jest coś zrobić”. Da się. Tak jak da się być najlepszym sportowcem w naszym mieście, najlepszym fizykiem, pisarzem czy lekarzem. Jednak wymaga to bardzo dużej ilości wysiłku, poświęceń i trochę szczęścia. Można to jednak zastąpić kontaktami biznesowymi. Od tysięcy lat biznes ze sobą robią ludzie, dlatego ważne jest, aby tworząc startup, nie zamknąć się w biurze lub domu, tylko wyjść na spotkanie networkingowe, konferencję czy przeprowadzić się na coworking. Dzięki dużej ilości przedsiębiorców w naszych kontaktach będziemy mogli łatwiej pozyskiwać zlecenia (każdy woli zlecić pracę komuś, kogo zna), szukać tańszych dostawców czy rozwiązywać problemy administracyjne.

Next article